Blog > Komentarze do wpisu
Punkt Omega - Michał Protasiuk
Czy stworzone przez muzyka, redaktora fanzinu Inne Planety, filozofa z zainteresowania, badacza marketingowego z zawodu, połączenie idei filozoficznych, licznych odniesień biblijnych, naukowego żargonu, w realiach steampunku może być dobrą, interesującą i godną uwagi lekturą?

Oczywiście! Ale nie tym razem.

Wydanie Punktu Omega jest naprawdę ładne, zainteresowania pisarza wypisane z tyły ciekawe, a i po poprzedniej książce tego wydawnictwa, Gwiazdozbiorze Kata, spodziewałem się porządnej, głębokiej fantastyki, w dość ciekawym, steampunkowym wydaniu. Niestety mocno się zawiodłem.

Po pierwsze, korekta, a raczej jej brak. Takie przynajmniej wrażenie miałem podczas czytania książki. Oczywiście, czasem zdarza się, iż coś umknie oku sprawdzającego, większość książek ma literówkę czy dwie. W Punkcie Omega jest ich kilkadziesiąt. A książka do grubych nie należy. W jednym miejscu miałem wrażenie, iż podrozdziały zostały umieszczone w złej kolejności, co nie było w żaden sposób fabularnie uzasadnione i jedynie przeszkadzało w odbiorze książki. Dlatego, dla dobra autora, uznam, iż był to błąd w korekcie. Ilość takich pomyłek i przeoczeń, mniejszych, bądź większych, utrudnia czytanie książki.

Po drugie, język. Determinizmy operacyjne, maszyny predykcyjne, ekstrapolacje, mechaniczne metajęzyki, czy zdania typu “Opis O1 dowolnego układu Ui zaprezentowany w języku Ii można zastąpić opisem O2, odwołującym się do języka mechaniki Im. Przez język Im rozumiemy język uwzględniający rolę cząstek fizycznych oraz rolę praw określających ruch tych cząstek.”, są łagodniejszymi przykładami wyrażeń, jakimi posługuje się autor. Cóż, skoro istnieje hard s-f, które w pełni zrozumieć mogą tylko znający się na rzeczy odbiorcy, to czemu by i Punkt Omega nie mógł być taką właśnie książką? Otóż dlatego, że autor, poza specjalistycznym słownictwem, nie pokazuje w żaden sposób swojej wiedzy na temat technologii świata. Najbardziej obrazowym może być tutaj zdanie “Zignorowała go, wsłuchana w opowieść, jak czytnik na podstawie odebranych rozkazów ustawia przekładnie o odpowiedniej pozycji, a one…”. Nie, to zdanie nie zostało przeze mnie urwane. W takiej postaci widnieje ono w książce. I jako takie tworzy dość negatywny wizerunek pisarza, który nie potrafiąc opisać działania wymyślonej przez siebie technologii jednocześnie nadaje jej szalenie naukowe, niezwykłe i niezrozumiałe dla zapewne sporej części odbiorców nazwy. Przebijanie się przez dość częste zgrupowania dziwnych określeń dość skutecznie zaburzają płynność lektury.

To jednak nie wszystkie wady książki, czytelnik poznaje całą ich gamę. Kolejną kwestią są wielokrotnie występujące niejasności, rozmowy, w których jedna osoba odpowiada co innego, niż wynika ze słów przedmówcy, zdarzenia, które nie mają logicznego wytłumaczenia, czy sytuacje, które są całkowicie płaskie, nierzeczywiste, jak i zresztą bohaterowie. Wydaje się, iż cała fabuła książki to tak naprawdę narysowane niezbyt umiejętnie tło – do myśli, które chciał przekazać pisarz. Wielokrotnie można spotkać się ze wydarzeniami, które wyglądają jak stworzone jedynie po to, aby można było umieścić w książce kolejną myśl. Bohaterowie, nawet główni, jak Genipo, są całkowicie nierealistyczni. W kilka stron, bez żadnego powodu przeistaczają się zupełnie z przestraszonych i zagubionych, w charyzmatycznych, wszechwiedzących przywódców. Dzieje się to jak za dotknięciem magicznej różdżki, bez żadnego psychicznego bodźca, czy stopniowej przemiany charakteru. Wygląda na to, że autor potrzebował takiego bohatera do pewnej tezy, więc takim go opisywał, po to tylko, aby kilka stron dalej znów go w inny sposób przekształcić.

Wydawałoby się, że już to, co do tej pory napisałem, powinno starczyć, aby utopić taką książkę przed drukiem. Jednak to nie wszystko. Najważniejszą kwestię zostawiłem na koniec. Idee, myśli, poglądy. To, co właściwie wydawało się być najważniejsze w książce. Niestety, i tutaj czeka zawód. Większość przemyśleń nie niesie nic odkrywczego, ot, przepisanie pojęcia determinizmu, czy paradoksu poznania na karty książki prosto z podręcznika do podstaw filozofii, właściwie bez żadnego specjalnego zanalizowania ich, czy zaprezentowania własnego poglądu na ich kwestię. Ponadto, zagadnienia filozoficzne, mimo roli jaką odgrywały w społeczeństwie według opisu świata, w rzeczywistości nic w nim w zasadzie nie zmieniały. Opisana rzeczywistość, tak odmienna od naszej – dyktatura, pełna cenzura nieprawomocnej filozofii, państwo policyjne, czy wręcz militarne, oczami bohaterów nie wygląda tak koszmarnie. Największą różnicą są maszyny predykcyjne, będące zresztą jedynym faktycznie steampunkowym elementem w powieści.
Wszystkie wyżej wymienione wady zostały w Punkcie Omega dodatkowo okraszone ciężkimi i licznymi motywami biblijnymi, które wręcz kłuły w oczy swą nienaturalnością, czy twardym symbolizmem.

Czemu zatem nie oceniłem tej książki jako beznadziejną, a jako kiepską? Właściwie to za pomysł koncertu k=3,57, ładną okładkę i to, że dobrnąłem do końca. I nic więcej.
Nie polecam tej książki nikomu, nawet czytelnikom zainteresowanym filozofią, czy realiami steampunkowymi.

piątek, 29 stycznia 2010, kasziev

Polecane wpisy

Komentarze
impressje
2010/01/29 18:52:02
Mnie książka nie wydała się aż tak zła. Zauważyłam chyba tylko jedną czy dwie literówki (może czytałam nieuważnie?). "Naukowy" język mnie nie raził - owszem, nie wszystko zrozumiałam, ale pewnie są tacy, którzy nie mieli z tym problemu. Uważam, że autor ma prawo tak pisać, nie wszystko musi być podane na tacy i dostosowane do możliwości przeciętnego czytelnika.

Mnie również denerwowały trochę nagłe i niespodziewane metamorfozy bohaterów, zwłaszcza Skyggena, ale Genipo też.

Myślę, że schematyczność fabuły, realiów, postaci była przez Protasiuka zamierzona, właśnie po to, żeby ukazać pewne idee. Że nie były odkrywcze? A w jakiej powieści takie znalazłeś?
Co prawda głęboko się rozczarowałam tym, że chodziło właśnie o Biblię i że tam ma tkwić jedynie słuszna teoria wszystkiego. Wierzyłam w to jeszcze z 10 lat temu, obecnie takie poglądy mnie irytują.

W "Punkcie Omega" zdarzały się niejasności i niekonsekwencje, a styl pozostawiał trochę do życzenia, toteż rekompensuję sobie to wszystko czytając powieść "Jonathan Strange i pan Norrel", co wszystkim polecam:)
-
kasziev
2010/01/29 19:03:55
Język naukowy: rozumiem większość tych sformułowań, ale nie znam specjalnie wielu osób, które również by czytały książki filozoficzne dla przyjemności. A poza tym, skoro wykorzystuje się taki język, to moim zdaniem powinno się pokazywać taką erudycję cały czas, a nie wtedy kiedy jest to proste.

Nie było błędów? "W ten sposób poznajemy stan przeszły stan wszechświata" str 52, "Demony LaWouple'a" w tytule rozdziału na 194 to te, które sobie wypisałem jako najbardziej paskudne. Literówek, niepotrzebnych znaków zapytania, dialogów typu
"- Łyżka jest krzywa, o to ci chodzi? (...)
- Powiedziałeś, że łyżka wydaje się być krzywa, ale w rzeczywistości jest prosta"
są dziesiątki. Z rzędu tych dziesiątek powyżej pięćdziesięciu.

Nagłe metamorfozy bohaterów, sytuacji, ciągłości fabuły niszczyły przyjemność lektury jako tekstu literackiego.

Warte uwagi były jedynie idee przedstawione przez autora, jak determinizm, nieco inna wizja biblijnego przełomu, paradoksu poznania przez zmysły, czy chaosu, jednak zdecydowanie nie podobało mi się ich przedstawienie. Albo było wetknięte na siłę, nie potrzebnie, jak rozmyślania filozofa na temat istnienia świata, albo nudno opowiedziane jak spora część kwestii deterministycznych. Jedyną naprawdę godną uwagi perełką, w moim przekonaniu rzecz jasna, był właśnie koncert jako wizualizacja (czy raczej audializacja) teorii chaosu.
-
impressje
2010/01/29 20:57:21
Nie napisałam, że nie było błędów, ale że mnie udało się zauważyć tylko kilka literówek (mam też wątpliwości co do pisowni w zdaniu "Największa, ale niejedyna." na str. 20), no i ten błąd w liście, o którym pisałam na końcu mojego wpisu o tej powieści.
-
2010/02/11 16:50:56
Kasziev, im bliżej końca tej powieści jestem, tym mi bliżej do Twojej opinii...
Wyzwanie Steampunk:

Wyzwanie Queer: