Blog > Komentarze do wpisu
Cedro - Równi Bogom Asimova - recenzja 1

Mam niesamowity problem z Równi bogom Asimova, bo obok tego, że tę króciutką powieść czytało mi się naprawdę dobrze, to jednak ma ona sporo wad, a najważniejszą z nich jest jej nijakość i w sumie pewnego rodzaju efekciarstwo w futurystycznych projektach za którymi nie poszła interesująca intryga i dobrze skonstruowani bohaterowie. Tym samym Asimov napisał w sumie niezłą zabawową książkę spekulatywną, w której teoretyczne dywagacje o przyszłości są znacznie bardziej wciągające od opowiadanej przez niego historii.

 

Powieść Równi bogom składa się z trzech części, z których bezspornie najlepsza jest środkowa, opowiadająca o alternatywnym paraświecie i zamieszkujących go paraludziach. Z góry uprzedzam, że w recenzji znajdą się spojlery, bo adresuję ją raczej do tych, którzy lekturę powieści Asimova mają za sobą. I też dlatego, że sama fabuła jest tak prościutka, że trudno pisać o niej cokolwiek więcej bez zdradzania istotnych dla książki faktów i wydarzeń.

 

Tak jak napisałem wyżej, najciekawszy jest rozdział środkowy. Mimo tego, mam jednak z nim pewien problem, który polega głównie na tym, że pomimo bardzo ciekawego konceptu na alternatywną cywilizację, trudno nie odnieść wrażenia, że została ona obmyślona tylko na potrzeby zadziwienia czytelników. Samo w sobie nie jest to niczym złym, ale rozczarowuje brak silniejszego połączenia z resztą historii. Efektem tego jest nieprzyjemne odczucie, że przepoławia ona nieskładnie całą intrygę na pół. O ile bowiem jeszcze rozdziały pierwszy i trzeci poruszają zbliżone kwestie, o tyle w przypadku drugiego rozdziału punkt ciężkości został raczej położony na kreację alternatywnej rzeczywistości, a nie na połączenie jej z głównym tematem powieści, czyli śmiertelnej groźby, jaka jest związana z działalnością Pompy. Ostatecznie dostajemy więc trzy w miarę niezależne opowieści, które próbują udawać składną całość, podczas gdy w rzeczywistości są raczej fantazyjnymi impresjami, podczas których Asimov popuszcza wodze wyobraźni i w tym miejscu trzeba przyznać, że jego wizje mieszkańców księżyca i paraświata same w sobie są naprawdę spektakularne i zapierają dech w piersiach. Pomysł ze zmianami w ludzkim ciele, spowodowanymi adaptowaniem się do warunków księżyca został bardzo fajnie przemyślany i ograny. A szczegółowość i daleko idąca pomysłowość w kreowaniu zupełnie alternatywnej cywilizacji, opartej na energii słonecznej, (przy czym nie idziemy w stronę organizmów roślinopodobnych, ale skonstruowanych na modłę gazów) jest po prostu mistrzowska.

A jednak, jak napisałem wyżej, mam pewien problem ze środkowym rozdziałem. Sama idea stworzenia paraświata opartego na energii słonecznej, w ramach którego powstały cztery, powiązane ze sobą gatunki: tajemniczy Twardzi i stanowiący centrum opowieści Miękcy: Emoconałowie, Racjonałowie i Rodziciele jest zachęcająca, niestety sposób jej rozczarowuje. A prostota całej historii przypomina bardziej przypowieści o początkach wszechświata, niż swojego rodzaju thriller s-f.

Miękcy żyją w triadach, czyli związkach, w których podział ról jest bardzo sztywny i konserwatywny, zależny od natury i predyspozycji każdego z członków triady. Jak okazuje się w toku opowieści poziom zindywidualizowania mieszkańców paraświata jest bardzo niewielki. Tak samo dzieje się z tolerancją na wszelką inność. Przekonują się o tym główni bohaterowie, połączeni w jedną triadę, którzy – każdy na swój sposób – wyróżniają się i odbiegają od przyjętej powszechnie normy. Skutkuje to wyalienowaniem i ostatecznie frustracją. Wielką tajemnicą paraświata jest fakt, że Miękcy to po prostu wczesne stadium Twardych, pod koniec swojego życia, łączą się oni w jedne indywiduum i stają się materialnymi Twardymi. W ten sposób Emocjonał, Racjonał i Rodzic w triadzie byli jedynie rozszczepionymi elementami jednej osobowości. Niestety o tym, jak wygląda w praktyce funkcjonowanie takiego połączonego Twardego nie dowiadujemy się zbyt wiele, bo właśnie w chwili połączenia głównych bohaterów Asimov urwał cały wątek. Można jednak przypuszczać, że wówczas następuje pewnego rodzaju przerwanie wcześniejszej formy bytowania i powstanie nowej. Wnioskuję tak na podstawie historii Dui, której buntownicze nastawienie zdaje się być całkowicie spacyfikowane właśnie poprzez połączenie jej z resztą triady w nowego Twardego. Tym samym Asimov tworzy bardzo konserwatywny obraz świata, w którym role każdej jednostki są sztywnie podzielone i w którym nie ma miejsca na alternatywne zakończenie i własny, indywidualny wybór, czy ambicje. Potrzeba wolności i buntu Dui była czymś niezwykłym w bardzo kolektywnym świecie paraludzi, skoro więc „rebelia” tak wyjątkowego emocjonała, jakim jest Dua została łatwo stłumiona, właściwie bardziej przez naturę, niż działania społeczeństwa, to wychodzi na to, że świat paraludzi nie niesie ze sobą możliwości jakiejkolwiek zmiany. Związane jest to również z tym, że poprzednie wartości i nastawienie Dui (niechęć do Twardych i ich moralności, niechęć do idei pompy) wydają się całkowicie zmieniać po powtórnych narodzinach. Tak jakby wszystko, co wydarzyło się wcześniej uległo unieważnieniu. W ten sposób można wywnioskować, że bunt jest domeną niedojrzałych, dziecinnych jednostek, a konserwatywny świat dorosłych jest nienaruszalny. Tym samym obok queerowych zabaw płciowością, Asimov zdecydował się na ustalenie stałych praw społecznych, bardziej w oparciu o "fizykę" paraświata, niż umów pomiędzy różnymi grupami. Jeżeli dodamy do tego podział na "wiedzących" Twardych i nieświadomych niczego "Miękkich", to wyjdzie nam wręcz totalitarna utopia, w której wszyscy mogą być szczęśliwi o ile nie wyłamują się z obowiązującego schematu.

 

Jednocześnie moim dużym zarzutem w stosunku do takiej koncepcji alternatywnej cywilizacji jest to, że Asimov zrezygnował z jakiegokolwiek podłoża biologicznego. Nie wiadomo dlaczego paraświat miałby zdecydować się na tak skomplikowaną formę życia (poza chęcią zadziwienia i zaskoczenia), jak pomysł na dziecinną Triadę i dorosłych tajemniczych Twardych. Wydaje się on raczej trudny do obronienia. Zwłaszcza, że został osadzony bardziej w świecie idei (konserwatywny ustrój społeczny, brak kontekstu przyrodniczego), niż biologii. Na dobrą sprawę nie dowiadujemy się w jakim świecie żyją Twardzi i czym się zajmują poza bardzo mistycznie pojmowaną „nauką”. Taka redukcja świata zewnętrznego (i wewnętrznego) została prawdopodobnie wymuszona tym, że bardzo trudno byłoby wybronić Asimovovi tezę o prawdopodobieństwu takiej cywilizacji. Oczywiście cały czas mówimy o powieści s-f, która ma głównie zabawiać, ale problem z Równi bogom polega na tym, że Asimov dał nam jedynie futurystyczne obrazy pozbawione wciągającej intrygi, przez co naturalnie skupiamy się na samej teorii alternatywnego świata, ponieważ de facto nad samą fabułą ciężko jest się roztkliwiać, jeżeli została ograniczona do minimum.

 

Podobnie rzecz się ma z trzecim rozdziałem. Obok bardzo ciekawego obrazu zamieszkałego Księżyca, pojawia się absurdalny pomysł, aby zrobić z niego statek kosmiczny. Na co Ziemianie odpowiadają (!), że nie ma sprawy, a oni wybudują sobie sztucznego satelitę o tej samej wielkości (bo sam księżyc jest potrzebny, aby wybudować na nim maszynerię, która wykreuje nową energię i pozwoli zablokować zabójczą działalność pompy), zupełnie zapominając, że odlot księżyca zmieniłby zbyt wiele w przyrodzie Ziemi. I to nie jest jedynie kwestia wybudowania sobie nowego satelity. Trudno więc uwierzyć w tak bezproblemowe podejście Ziemian do idei odlotu Księżyca wraz z jego mieszkańcami. W tym miejscu bardzo szwankuje prawdopodobieństwo psychologiczne, z którym Asimov w ogóle radzi sobie raczej średnio. Zarówno charakter jak i motywacja bohaterów jest bardzo umowna.

Przydało by się jakieś soczyste podsumowanie, ale prawda jest taka, że nie umiem jednoznacznie ocenić powieści Asimova. Zarówno jeżeli przyjrzeć się z perspektywy głównego tematy naszego wyzwania (queer), jak i s-f. 

poniedziałek, 16 kwietnia 2012, cedroo
Tagi: queer s-f

Polecane wpisy

Komentarze
2012/04/16 19:46:52
Nie czytałam akurat tej powieści, ale czy triada nie jest trochę odzwierciedleniem teorii Freuda o id, ego i superego?
-
cedroo
2012/04/16 20:00:45
zapomniałem o tym napisać w recenzji, ale też dokładnie tak mi się to skojarzyło. Odpowiednikiem Id, byłyby pewnie emocjonały, ego - racjonałowie, a superego - rodziciele. Trochę to toporne wszystko.
-
charlie.librarian
2012/04/21 11:11:29
Ja jakoś nie mogę się zabrać do napisania recenzji tej książki.

Dwie części dotyczące ludzi to taka dość "twarda" fantastyka naukowa, jednak bez zbytniego nacisku na naukowa. Trochę już patyną czasu pokryta i niezbyt porywająca.

Opowieść z para świata natomiast mimo pewnego rewolucyjnego spojrzenia jeśli chodzi o inny gatunek, jest strasznie konserwatywna w dziedzinie emocji para ludzi. Racjonał jest strasznym moralizatorem, Rodziciel chce się tylko rozmnażać, a Emocjonał to taka nastolatka trochę:)

Powoli po lekturze, zabieram się za zbieranie luźnych myśli i ujmowanie ich w słowa.
-
cedroo
2012/04/21 17:50:50
@Charlie, ja też miałem z tym problem. Że właściwie ciężko o tej książce coś interesującego napisać, bo ze wszystkimi jej plusami i minusami jest niemożebnie "nijaka". No i im bardziej się analizuje część z paraświatem tym mniej dobra się wydaje.

Asimov chyba chciał pokazać, że jest w stanie wymyślić coś kompletnie nowego, ale spod jego pomysłów wyłania się coś niesamowicie konwencjonalnego. To spojrzenie na rodzinę i na stosunki społeczne w paraświecie.
-
charlie.librarian
2012/04/22 23:13:14
@cedroo Asimov nie poradził sobie moim zdaniem z pomysłem na para świat. Chyba go to trochę przerosło i naprawdę nie zrobił nic nowatorskiego. Strasznie konserwatywnie opisał stosunki (dosłownie i w przenośni) między trzema rodzajami osobników.
-
2012/05/13 12:41:41
Skończyłam w końcu czytać i będzie się pisać :).
Podobnie jak Ty uważam, że część Księżycowa jest warta zainteresowania, ale mniej surowo oceniłabym fragment o paraświecie. Literatura najwyższych lotów to to nie jest, ale mnie ten paraświat szczerze rozbawił. Te stworzonka to jakby wprost z jakiejś bajeczki dla dzieci. A bajeczki dla dzieci bardzo lubię ;).
-
2012/05/13 12:53:42
księżycowa, małą literą :)
-
2012/05/25 16:41:28
Słusznie zauważyłeś, że bunt Dui zostaje spacyfikowany przez ichniejszą naturę, a nie przez społeczeństwo (czyt. kulturę). Mnie to umknęło. Zastanawiam się jednak, na ile przez to Asimov chciał coś przekazać czytelnikom/czytelniczkom, a na ile po prostu tak wyszło. Obawiam się, niestety, że tylko tak wyszło. No bo czegóż tu się doszukiwać? Apologii bierności? Zupełnie bez sensu.
Wyzwanie Steampunk:

Wyzwanie Queer: