Blog > Komentarze do wpisu
Johanna Sinisalo – Nie przed zachodem słońca - recenzja 3 (cedro)

Na początek chciałbym podziękować za inspirację ninedin i Paulinie Szkudlarek za inspirację ich recenzjami Sinisalo, bo jakoś nie miałem pomysłu od której strony ugryźć powieść o trollu, a dzięki ich przemyśleniom skrystalizowały się również moje.

 

***

  

Powieść gejowska plus fantasy, do tego queerowanie trolla i bonusowo - smutna historia Palomity, młodej Filipinki, sprzedanej przez własną rodzinę brutalnemu bucowi, który zamienił ją w seksualną niewolnicę. To wszystko zmieściła w swojej niedługiej powieści fińska pisarka, opowiadając historię Pessiego - Trolla-dziecka, który trafia, pod opiekuńcze skrzydła Mikaela, zblazowanego, egocentrycznego fotografa z wielkiego miasta. Wydawać by się mogło, że gorzej nie mógł trafić. A jednak Mikael ze swoim hedonistycznym podejściem do życia, doskonale odnajduje się w ekstremalnej sytuacji. Zapewne wiele w tym z potrzeby nowych wrażeń, których Pessi, jako poznawczo kompletnie dziewiczy teren, mu dostarcza. Mikael do tej pory zajęty zarabianiem pieniędzy i uwodzeniem innych mężczyzn kompletnie zatraca się w nowej roli. Relacja na linii Mikael-Pessi bynajmniej nie jest czysta. Mężczyzna nie do końca wie, jak ma traktować swojego podopiecznego. Jako trochę bardziej egzotycznego szczeniaka? Inteligentnego i w pewien sposób „równego mu” Obcego, czy wreszcie jako obiekt seksualny? Bo młody Troll produkuje silnie oddziałujący na otoczenie zapach, który wywołuje u Mikaela erotyczne podniecenie i który rykoszetem odbija się na otoczeniu Mikaela. Mężczyzna staje się jeszcze bardziej atrakcyjny. Sinisalo nie decyduje się jednak na kompletną transgresję. Mikael swoje napięcie seksualne wyładowuje w przypadkowym związku z Eckem. Eck do tej pory outsider, niewystarczająco atrakcyjny, jak na standardy klubowej, wielkomiejskiej subkultury, wkrótce zostanie ukarany za swoje spełnione zauroczenie, bo Mikael jest raczej typem męskiego odpowiednika femme fatale, niż księcia na białym koniu. Swoich kochanków traktuje instrumentalnie i sam w pewnym momencie również zostanie w ten sposób potraktowany. Na szczęście dla Mikaela, Pessi okaże się dla niego nie tylko egzotyczną zabawką i wyzwaniem pedagogicznym, ale też furtką do zupełnie nowego, baśniowego świata. Tym samym kiedy rzeczywistość stanie się wyjątkowo opresyjna, będzie mógł uciec, pozwalając sobie w pewnym sensie na komfort niepłacenia za własne błędy i przewinienia.

 

I właśnie to subtelne (w porównanie do tradycyjnego fantasy) wprowadzenie baśniowości i ludowej mitologii do zwyczajnej powieści obyczajowej było dla mnie w powieści Sinisalo najciekawsze. Sinisalo przeplata i uzupełnia fabułę (opieka nad Pessim i wynikłe z tego problemy) fragmentami prawdziwych i nieprawdziwych utworów literackich, naukowych na temat istnienia i klasyfikacji trolli. Autorka gra z czytelnikiem, prowokując do zawieszenia niewiary i do bawienia się w owo zawieszanie, co jakiś czas „udowadniając” istnienie Trolli w świecie przedstawionym i pokazując, w jaki sposób te tajemnicze stworzenia w nim funkcjonują. Cały myk polega na tym, że Sinisalo jest w swoim udawaniu wyjątkowo przekonywująca. A do tego dochodzi, coś, co kompletnie mnie w Nie przed zachodem słońca uwiodło, czyli warstwowe odkrywanie tajemnicy. To warstwowe odkrywanie tajemnicy, poukrywanej gdzieś w skandynawskich lasach, podziałało na moją wyobraźnię zupełnie tak samo, jak w przypadku Skradzionego Dziecka Donohue Keitha. W obydwu książkach chodzi o skonstruowaniu na bazie ludowej demonologii bastionu niezwykłości, nieodkrytej jeszcze przez cywilizację człowieka przedchrześcijańskiego świata, w którym życie jest mocno związane z naturą.

 

W gruncie rzeczy wiele w tym z horrorowej koncepcji odkrywania prawdziwej, groźnej natury zła, poukrywanej gdzieś w bezpiecznym świecie ludzi. Z tą różnicą, że u Sinisalo źli są raczej ludzie. Świetnie widać to w tych skrawkach telewizyjno-prasowych, które pojawiają się w powieści. Obraz jaki się z nich jawi jest dość przygnębiający, dominują akcenty militarystyczne i apokaliptyczne (zapowiadany konflikt z trollami, katastrofa ekologiczna [ocieplenie klimatu]). Poza tym bohaterowie skonstruowani są tak, że raczej ich się nie lubi. Trudno bowiem mimo wszystko o sympatię w stosunku do infantylnego Mikaela. Nie mówiąc już o nieco demonicznym Martesie, który nosi w sobie znamiona konwencjonalnego schwarz-charakteru. Jego działania mają doprowadzić do upadku pozytywnego bohatera (przy czym chodzi mi raczej o Pessiego, niż Mikaela). Nie mówiąc już o okrutnym mężu Palomity. Jeżeli już z kims się utożsamiamy to właśnie z tymi bohaterami, którzy zostają zmuszeni do egzystowania gdzieś na obrzeżach świata i którzy z różnych powodów zostali zamknięci i odcięci od możliwości zaznania szczęścia i wolności. Chodzi oczywiście o Palomitę i Pessiego, ale też o Ecka, który nie potrafi się odnaleźć w otaczającej go rzeczywistości. Wszyscy oni są, każdy na swój sposób, samotni i porzuceni. Palomita i Pessi przez własne rodziny, Eck przez innych mężczyzn, których nie jest w stanie sobą zainteresować. Pojawia się więc nadzieja, że skoro tutaj jest tak źle, to być może gdzie indziej jest lepiej. I w tym miejscu rozpoczyna się wielka saga o spotkaniu dwóch, mieszkających obok siebie, inteligentnych gatunków. Skojarzenia z Planetą małp, jak najbardziej na miejscu. Zwłaszcza z analogicznym do Pessiego i Mikaela wątkiem Cezara i jego opiekuna z Genezy planety małp.

 

Sinisalo napisała więc sobie powieść, w której dość ambitnie podeszła do tematu Obcego. Przede wszystkim uniknęła banału, osadzając fabułę wśród już wykluczonych i pokazała jak zabawnie zmienna jest sytuacja w zależności od perspektywy. Finał powieści zapowiada zamianę miejsc pomiędzy Mikaelem i Pessim. Teraz to Mikael będzie obcym. Dodatkowo wielogłosowość po jaką sięgnęła, aby pokazać złożoność i wieloznaczność opowiadanej historii, świetnie sprawdziła się jako metoda na dozowanie informacje i tym samym spiętrzenie tajemniczości.

 

Gdybym miał osadzić Nie przed zachodem słońca w jakimś literackim kontekście, to wymieniłbym chyba Dziecko Rosemary. Głównie dlatego, że w obydwu powieściach mieszkanie w wielkim mieści zostało przedstawione jako pełen emocji i tajemnic labirynt, w którym łatwo jest się ukryć przed resztą świata i pielęgnować swój „niemoralny” sekret.

środa, 09 maja 2012, cedroo

Polecane wpisy

Wyzwanie Steampunk:

Wyzwanie Queer: